wtorek, 19 lutego 2013

Część IV.

Sama nie wiedziała, co ją skusiło do tej podróży. Że zostawiła swój przytulny dom, dziecko i przyjaciół w imię przygody. Ah, przygoda! Nie wiedziała nawet, co się stanie gdy dojedzie na miejsce. Może pojawią się jakieś znaki na niebie? ''Oh, przybyłeś, witaj, czekaliśmy, możesz wracać''. Najwyraźniej, nie ona jedna nie wiedziała, dlaczego właściwie czuła że musi się tam dostać. Nie rozmawiała o tym z Matheo i Catherine. Właściwie, odkąd wyruszyli, prawie wcale nie rozmawiali. Siedemnastolatek najwyraźniej nie miał ochoty na rozmowę, co można było powiedzieć także o jego siostrze, więc Ariana nie chciała im uprzykrzać życia swoją osobą. Po prostu, trzymając ręce na kierownicy i wpatrywała się tępo w drogę. Czy ona nigdy się nie skończy? Dookoła są same drzewa, od czego można dostać apopleksji.
Najwyraźniej samochód także to zauważył, i dlatego stracił chęci do dalszej jazdy.
-Ariana, dlaczego stoimy?-zaptyał Matheo, zdejmując słuchawki z uszu.
-Z tego co zauważyłam, nie mamy paliwa-mruknęła nieco zdenerwowana, karcąc się za to, że nie zatankowała samochodu na minionej stacji benzynowej.
Wymieniła spojrzenia z Catherine, która schowała koc którym była owinięta, i wyszła z auta.
-Co ty robisz?-spytał Matheo bardziej przytomniejszy niż przed chwilą.
-A co, może masz zamiar tu siedzieć bezczynnie?-rzuciła blondynka otwierając bagażnik.
Arianę trochę zdziwiło zachowanie Catherine. Nastolatka najwyraźniej czuła się bezpiecznie idąc nocą przez las, gdy nawet nie wiedziała gdzie jest. Jednak nie chciała wszczynać kłótni, więc powiedziała tylko;
-Słuchajcie,  tylko bez zbędnego entuzjazmu.
-W sumie, wioska już nie daleko. Powinna być gdzieś za tymi górami-rzekł Matheo, co było chyba jego najdłuższą do tej pory wypowiedzią.-Faktycznie-mruknęła-Dojdziemy do stacji benzynowej, przyniesiemy paliwo i wrócimy po samochód.-Ale po co?!-wrzasnął siedemnastolatek. Ariana i Catherine wymieniły zażenowane i zdziwione  spojrzenia.-Żeby móc jechać dalej-odpowiedziała spokojnie Ariana.Przez chwilę panowała cisza, gdy zabierali najpotrzebniejsze rzeczy na drogę. Ariana sama już nie wiedziała czy to cisza niezręczna, czy po prostu zwyczajna, normalna cisza. Mimo wszystko, postanowiła ją przerwać.-Sporo dałam za ten samochód...
Znowu zapanowała cisza. Jednak ta cisza ją męczyła. Wolałaby po stokroć razy, gdyby wszyscy krzyczeli jakie to niesprawiedliwe, i jak wiele ich to kosztuje, że muszą iść na stację benzynową po paliwo w środku nocy. Natomiast każdy szedł rozmawiając tylko z własnymi myślami, godząc się z losem. ''Ok, Bro, co mi szkodzi, najwyżej ktoś mnie zgwałci''. Ariana czuła się fatalnie. Przestała wierzyć w sens tej wyprawy-i po paliwo, i do Mestii.  Najchętniej zostałaby w samochodzie, czekając na Księcia z Bajki, który ją wywiezie z tego pustkowia i wróci z nią do jej przytulnego domku w Niemczech. Niestety taki Książe nie istnieje, a jeśli dane jest nam go spotkać, to zazwyczaj okazuje się homoseksualistą, a w bajki już dawno przestała wierzyć. I nagle zaczęła zazdrościć dzieciom, tej naiwności, która jest taka urocza. Zatęskniła za Mią. Jedynej osoby dla której żyje na tym dennym świecie. Za jej ślicznymi jasno-rudymi włoskami i oczami pełnymi radosnych iskierek. Poczuła ukłucie w sercu, jednak powstrzymała łzy. Nie chciała się rozklejać przy Matheo i Catherine. Postanowiła zmienić temat.
-Wiecie, jest tak ciemno a tu są same drzewa-zaczęła wypowiadać swoje myśli na głos-Bałabym się tu iść sama. Za tymi drzewami może się kryć jakiś gwałciciel, albo morderca, albo dzikie zwierzę...
I nim się obejrzała wpadła w wir gadania nie do zatrzymania.
Sama nie wie jak to się stało.  Przecież doszli do Mestii. Nigdy nie zapomni widoku tego miasta. Zapierającego dech w piersiach. Widoku staroświeckich domków, z których kominów ulatywał rozpływający się dym. Pamięta też dotyk dłoni Matheo na swojej. A po chwili leżała na miękkiej trawie w zupełnie obcym jej lesie. Dookoła były nieznane jej osoby, Matheo,  Catherine. Niedaleko znajdował się mała chatka, w większości wykonana z drewna. I po chwili zrozumiała.
-W końcu się udało-szepnęła sama do siebie.   ''

***

***

sobota, 15 grudnia 2012

Część III.

Ariana obudziła się późnym rankiem. Nikogo już nie było w pokoju. Może to nawet i lepiej? Przynajmniej nie widzieli jej w tak kiepskim stanie. Niechętnie zrzuciła z siebie kołdrę, i stanęła stopami na zimnej podłodze pokrytej deskami. Podeszła do lustra; miała rozczochrane włosy i rozmazany makijaż. Wyglądała strasznie. Natychmiast weszła do łazienki i wzięła prysznic. Woda także nie była zbyt ciepła.     
Miała już dosyć tego miejsca. Żadnego telefonu, poczty czy innego środku komunikacji. Co najwyżej mechanik, którego zarobki wynosiły tyle co pies napłakał, i mały, brudny, zaniedbany bar, w którym ona i Catherine miały pomagać. Do tego wszystkiego ta niemiła obsługa.
Wychodząc z kabiny owinęła się w ręcznik i próbowała znaleźć suszarkę do włosów. Na próżno. Położyła ją na małym stoliczku przy drzwiach wejściowych do pokoju, gdzie teraz jej nie było.
Pewnie ta jędzowata baba sprzed lady ją ukradła, pomyślała z niesmakiem. Z mokrymi włosami, ubrana już w świeże ciuchy, wyszła z pokoju kierując się ku małemu barku piętro niżej.
***
-Długo kazałaś na siebie czekać-rzekł młody blondyn siedząc wraz ze swą siostrą przy stoliku.
-Przepraszam, ale cały czas szukałam suszarki-rozejrzała się po barze; młodej kobiety o ciemnych włosach nie było-Nigdzie jej nie ma.
-Jeżeli chcesz mogę ci pożyczyć swoją suszarkę-zaproponowała Catherine podnosząc się by włożyć naczynia do zlewu.
-Byłabym wdzięczna-uśmiechnęła się do blondynki.
Potem wszyscy się rozeszli. Matheo poszedł do swojej nowej ''pracy'', a Ariana wraz z Catherine powędrowały po suszarkę do włosów. Wchodząc po schodach zamieniły ledwo kilka zdań, które opierały się tylko na ,,wyspałaś się?''. Blondynka zaczęła szukać suszarki w walizce a Ariana podeszła do lustra i zaczęła się przeglądać. Tak strasznie tęskniła za jakimś cywilizowanym miejscem...
-Proszę-mruknęła nastolatka podając znaleziony przedmiot, po czym wyszła z pokoju.
Najwyraźniej nie była zbytnio w humorze, a Ariana nie chciała jej narzucać swojego towarzystwa. Zajęła się więc suszeniem włosów, zostawiając nastolatkę na parterze. Po dłuższym czasie zeszła do baru. Teraz było w nim pełno ludzi. Patrząc szczegółowo, było około dziesięciu mężczyzn i dwie kobiety; ona i starsza barmanka. Ariana lubiła przebywać w towarzystwie mężczyzn, ale trzeźwych.
Nie minęła jeszcze dwunasta w południe, a oni byli już dobrze podpici. W ich dialogach było zdania, w którym przynajmniej pięć razy nie pojawiłoby się jakieś przekleństwo.
 -Boże, widzisz i nie grzmisz-mruknęła jakby do siebie.
-Bóg nie dałby im rady-odpowiedział jakiś męski głos, który najwyraźniej usłyszał jej wypowiedź.
Spojrzała w stronę źródła dźwięku. Przy stoliku w samym rogu sali, siedział średniego wzrostu mężczyzna w okularach z czarnymi oprawkami. Miał kręcone, ciemne włosy. Ubrany był w czerwoną koszulę w kratkę i czarną dżinsową marynarkę. Czytał książkę.  Nie wyglądał jak inni mężczyźni tutaj, był bardziej zadbany i zachowywał się przyzwoicie.
-Jest przecież wszechmogący-skierowała swą twarz ku jego brązowym oczom, które odwzajemniły spojrzenie.
-Jego moc także ma granice-wskazał ręką mężczyznę który śmiejąc się, wypluł na ladę całe piwo znajdujące się w jego ustach-I one kończą się tutaj.
Ariana zaśmiała się ukazując śnieżnobiałe zęby. W policzkach pojawiły się dołeczki. To zawsze działało na mężczyzn.
-Chyba nie jesteś stąd?-zapytała przysiadając się do stolika nieznajomego.
-Nie, nie jestem. Popsuł mi się samochód i musiałem go tutaj oddać do naprawy-powiedział z przekąsem.
-Spokojnie, mi też się tutaj nie podoba-uśmiechnęła się a on zaczął jej się szczegółowo przyglądać.
-Skąd jesteś?-zapytał po chwili.
-Niemcy-odrzekła.
-Ja z Francji-powiedział cicho-dokładnie z Reims.
-Nie wyglądasz na taką osobę która kręciłaby się w tych okolicach-przyznała.
Rozejrzał się po knajpie marszcząc brwi. Potem spojrzał na nią.
-Ty też-odpowiedział krótko-Właściwie, nawet nie wiem jak masz na imię...
-Ariana-odrzekła przyjacielsko.
-Masz bardzo ładne imię-dziewczyna wiedziała że mężczyzna nie kłamie, jeszcze nie powiedział jej żadnego komplementu.
-Nie powiesz mi jak się nazywasz?
-Jean Moliere-przedstawił się-Jesteś tu sama? Wyglądasz na bardzo młodą...
-Nie, jestem z...-szukała określenia dla Matheo i Catherine-przyjaciółmi. Mam dwadzieścia cztery lata.
-Cóż,  i tak jesteś młodsza ode mnie, ja mam dwadzieścia siedem...
-Nie dużo-uśmiechnęła się-Wiesz, to chyba nie jest zbytnio odpowiednie miejsce do rozmów. Może gdzieś się przejdziemy?-Ariana całkowicie zapomniała o swoich obowiązkach w barze. Powoli zaczynała coraz bardziej interesować. Był zupełnie inny niż wszyscy. Ale to by było nieodpowiedzialne, zakochiwać się podczas ''służbowego'' wyjazdu.
-Tak, czemu nie-wstał, podał jej rękę pomagając wstać. Ariana poczuła że jej serce mocniej zabiło.
Wyszli na zewnątrz i usiedli na niskiej ławeczce z drewna. Była piękna pogoda.
-Na długo tu zostajesz?-zapytała nie patrząc na niego.
-Aż mi naprawią samochód-z niewiadomych przyczyn rozbawiła ją ta wypowiedź. Zaśmiała się odchylając głowę. Jean spojrzał na nią, zmarszczył brwi, a potem sam zaczął się śmiać.
-Masz bardzo zaraźliwy śmiech.
-To dobrze czy źle?-uśmiechnęła się przelotnie.
-Jak dla mnie dobrze... Miło jest spędzać czas z osobami które są... miłe?
-Nie jesteś przekonany?-uniosła brwi w zdziwieniu.
-Skądże-uśmiechnął się. Arianie zrobiło się ciepło na sercu, miał taki cudowny uśmiech...
-Może spotkamy się jeszcze kiedyś?-zapytała z nadzieją.
-Czemu nie?-Czerwonowłosa przysunęła się bliżej niego, z nadzieją że ją obejmie. Właściwie, miała nawet nadzieję że ją pocałuję, ale myślała sobie; małe kroczki...
Nagle na horyzoncie pojawiła się blond dziewczyna. Z początku Ariana myślała że to Catherine, jednak ona nie ma zbytnio wydajnego biustu i nie wygląda tak dorośle. Nigdy więcej jej nie widziała. Myślała że ów kobieta zdąża do baru, jednak widząc Arianę  i Jeana zaczęła wołać;
-Mon cheri! Allez deja! La voiture reparee, nous pouvons aller!-Dzwudziesto-czterolatka znała na tyle dobrze francuski, aby dowiedzieć się że ; samochód został naprawiony, mogą wracać, i że nazwała Jeana ''kochaniem''.
Jean złapał ją za rękę, uśmiechnął się.
-Niestety, już się chyba nie spotkamy-po czym wstał i podszedł do blondynki. Objął ją i razem odeszli.
Ariana nadal siedziała oszołomiona, i przez dłuższy czas wpatrywała się w miejsce w którym zniknęła para.
-I weź tu kochaj po tym, jak spotkasz takiego co ci w głowie zawróci a potem porzuci. -westchnęła, po czym wróciła do baru.
***
Siedząc w samochodzie za kierownicą miała ochotę zasnąć. Na siedzeniu obok siedział Matheo. Wpatrywał się w drogę przymrużając oczy, a na tylnym siedzeniu usadowiła się śpiąca Catherine.
Po powrocie Matheo z warsztatu, dziewczyny zaprotestowały aby dalej tu pozostać, więc wyruszyli w dalszą podróż. Ariana chciała jak najszybciej ją zakończyć. *